sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział VIII


               — To jest coś, co nas zabije, jeśli zaraz się stąd nie wydostaniemy! ­— Hermiona nigdy nie wątpiła, że Severus Snape miał bardzo donośny głos, czemu zresztą dość często dawał pokaz podczas odbywanych lekcji eliksirów, lecz mimo wszystko była zaskoczona jego siłą. — Co wrzuciłaś do tego cholernego kociołka, idiotko?!
            — Ja nic nie... —Jednak widząc morderczy wzrok nauczyciela szybko uznała, że o wiele mądrzej będzie powiedzieć prawdę. — Nie jestem do końca pewna... To było to — dodała, wyciągając z kieszeni szaty opakowanie po najnowszym wynalazku bliźniaków.
            Snape spojrzał na nią nieufnie, po czym podniósł dość niewinnie wyglądający kawałek papieru do oczu. Przeczytał skład, który na szczęście Weasleyowie wyjątkowo postanowili umieścić na opakowaniu i zaklął w sposób, który kompletnie nie przystawał komuś o jego pozycji. Podczas gdy mężczyzna marszczył czoło, najwyraźniej przegrzebując pamięć w poszukiwaniu sposobu na przeżycie spotkania z czymś, co właśnie zaczęło wyłazić z drgającego gwałtownie kociołka, Hermiona wyrzucała sobie, że nie wpadła na to, by sprawdzić, czy któryś ze składników wynalazku nie zareaguje z jedną z ingrediencji użytych do uwarzenia eliksiru. Na swoje usprawiedliwienie miała jedynie to, że jej czas był bardzo ograniczony, ale brzmiało to tak idiotycznie – nawet dla niej – że od razu odgoniła tę myśl na sam koniec umysłu.
            — Chodź i, jeśli chcesz przeżyć, nie odzywaj się ani słowem! — Nagle Snape bezpardonowo chwycił ją wpół i pociągnął za sobą, kierując się za katedrę. Było to jedyne miejsce w całej klasie, gdzie jeszcze nie docierał dym i owo szare coś, co wychodziło z kociołka. — Stój tutaj!
            Zostawił ją, a sam przelewitował kilka mniej połamanych ławek na środek klasy, odgradzając ich odrobinę od trującej mgły, w której zaczęły kłębić się jakieś tajemnicze, przerażająco wyglądające kształty. I kiedy tak na nie patrzyła, czas jakby się zatrzymał, a ona zaczęła powoli, acz metodycznie przesuwać się w stronę śmiertelnie niebezpiecznych oparów. Nie chciała tego, lecz coś wydawało się samo poruszać jej stopami. Była już o krok od drżącego niczym jakieś zwierzę kociołka, gdy Snape zorientował się, co się dzieje.
            — Granger! Nie słuchaj ich! Głupia dziewczyno, skup się na czymkolwiek, tylko ich nie słuchaj! — To mówiąc, złapał ją za ramię i odciągnął do ściany, gdzie wyszeptał szybko parę słów. W kamieniu pojawił się zarys drzwi, które otworzyły się, gdy Mistrz Eliksirów stuknął w nie parę razy różdżką w kombinacji nie do zapamiętania. A przynajmniej tak pomyślałaby Hermiona, gdyby nadal nie była oszołomiona wpływem mikstury, przyciągającej ją do siebie w jakiś niezrozumiały sposób.
            Hermiono...Hermiono! Chodź tu...!
            Głosy brzmiały dla niej niczym jakiś śpiew syren, wabiły ją, a z każdym metrem dzielącym ich od kociołka przybierały na sile. Zanim zdążyli przestąpić próg schowka, w którym Snape zazwyczaj trzymał wszystkie niebezpieczniejsze ingrediencje, głosy stały się tak głośne, że Hermiona zaczęła się kulić. Nie ustały nawet gdy stalowe drzwi zamknęły się za nimi z głośnym hukiem, kojarzącym się nieodparcie z jakimś gongiem, który miał zwiastować ich niechybną śmierć.
Może gdyby to nie jego życie było zagrożone, Snape wyśmiałby ten "zbieg okoliczności". Mistrz Eliksirów, który zginął śmiercią tragiczną we własnym schowku na ingrediencje po spotkaniu z oparami z kociołka pełnego eliksiru na czyraki, do którego dostała się zwykła esencja z lucerny i kolców kolczatki! Cóż, może gdyby nie dodatkowy, ekstra składnik tego, co jego podobno najmądrzejsza uczennica wrzuciła do wywaru, nie byłoby aż tak źle, lecz mimo wszystko! Jakiego rodzaju idiotą lub jakie skłonności samobójcze trzeba mieć, by wrzucać nieznaną substancję do kociołka z eliksirem, którego się nie zna? Spodziewałby się czegoś takiego co najwyżej po Longbottomie, ale po Granger...?
            Jeśli nie uda nam się wydostać, niechybnie będzie to jedna z najgłupszych śmierci, jakie miały miejsce w tym tysiącleciu... – myślał Snape ze swoim zwykłym poczuciem humoru. W końcu nie po to cudem udało mu się przeżyć spotkanie z Nagini, żeby zginąć od pomyłki Panny Wiem-To-Wszystko! W chwili, gdy Czarny Pan – Voldemort – już nie żył, Mistrz Eliksirów miał szczery zamiar spędzić kolejne lata tak, jak lubił, a więc gnębiąc uczniów i warząc skomplikowane eliksiry w zasłużonym spokoju!
            — Granger, jeśli tylko to przeżyjemy, przysięgam, że do końca życia nie uporasz się
ze szlabanami! — warknął na skuloną obok niego dziewczynę, oszalałą od zgubnego wpływu oparów.
            Jakiego trzeba mieć pecha, żeby niechcący – bo przecież nie specjalnie... Prawda? – przekształcić jeden z najprostszych eliksirów świata w zabójczą broń starożytności, o recepturze znanej tylko nielicznym?
            — Profesorze... — Rozmyślania przerwał mu cichy głos uczennicy i delikatne szarpnięcie jego rękawa. — Pod zamkiem... Komnata...
            Hermiona, która jakimś cudem na chwilę wyrwała się spod panowania eliksiru, od razu zaczęła myśleć, jak ich uratować. Przypomniała sobie, jak wraz z Ronem musieli szukać innego wejścia do Komnaty Tajemnic, gdy to w łazience Jęczącej Marty się zawaliło.
            — Co? — Snape spojrzał na nią jak na wariatkę, najwyraźniej nic nie rozumiejąc.
            Niewiele myśląc, wyrwała mu z ręki różdżkę i, nim zdążył zareagować, skierowała ją na kamienną podłogę pod ich stopami, szepcząc: Diffindo! Głośny huk niemal rozerwał im bębenki, gdy w chmurze odłamków skały i pyłu spadali kilka stóp w dół. Chociaż wydawało się to trwać wieczność, to minęło ledwie parę sekund, nim z impetem uderzyli w wodę, rozbryzgując ją na wszystkie strony. Stało się to, co planowała Hermiona, gdy uświadomiła sobie, że pod lochami ciągną się rury, którymi niegdyś poruszał się bazyliszek. W ten sposób mogli się uratować – pod warunkiem że nie zginą z głodu, błąkając się w tym labiryncie. W końcu gdzieś musiało znajdować się wyjście... A przynajmniej taką miała nadzieję, bo jeśli się myliła, nie zdziwiłaby się, gdyby poniosła śmierć z rąk wściekłego profesora eliksirów, który na pewno nie mógłby się już dłużej powstrzymywać. Sama zapewne zrobiłaby krzywdę osobie, która wpakowałaby ją w taką sytuację i nawet nie śmiała mieć nadziei, że Snape był wyjątkiem.
            Jednakże mimo wszystko nikt nie mógł zaprzeczyć, że oboje mogli uważać się za niesamowitych szczęściarzy. Tylko tak można było wytłumaczyć fakt, że, spadając, trafili akurat w miejsce, gdzie woda była głęboka na ponad trzy metry, podczas gdy kawałek dalej ledwie sięgała im do ud. Tak, wychodziło na to, że Hermiona Granger i Severus Snape, czegokolwiek by nie powiedzieli, zdecydowanie mieli szczęście. Fortuna im sprzyjała, nie dało się zaprzeczyć, chociaż oboje na pewno mieli wątpliwości, czy to prawda... A nawet jeśli, ile to potrwa?
            Pierwszy z wody wynurzył się Snape. Prychając i kichając niczym olbrzymi kocur, usiłował złapać oddech. Zaraz po nim pojawiła się Hermiona, już niemal całkowicie uwolniona spod uroku roztaczanego przez eliksir, za to z krwawiącym rozcięciem na głowie, nabytym przez jeden ze spadających wraz z nimi kamieni. Zerknęła prędko na unoszącego się obok nauczyciela, który paroma mocnymi ruchami rąk dopłynął do miejsca, gdzie bez problemu mógł stanąć. Ruszyła za nim, lecz zatrzymała się dobry kawałek dalej – tam, gdzie Snape'owi woda sięgała do połowy piersi, ona musiała stać na palcach i mocno odchylać głowę, by móc swobodnie oddychać. Gdy już w końcu mogła przybrać – powiedzmy – normalną pozycję, rozejrzała się dookoła. Nie zobaczyła jednak wiele, bo znikome smugi światła padające z dziury, przez którą wpadli, oświetlały jedynie miejsca oddalone o parę metrów. Tam, gdzie stali, panowała niemalże nieprzenikniona ciemność. Hermiona widziała więc jedynie nikłe zarysy ścian, a na nich jakiegoś ciemnego nalotu, który układał się w dziwne, przerażające kształty. Na całe szczęście, zabójcza mgła na razie nie przeniknęła przez drzwi schowka i nie przedostawała się do rur. Chwilowo byli bezpieczni – a przynajmniej miała taką nadzieję. Teraz czuła jedynie zapach wilgoci i stęchlizny, a więc nic, co mogłoby wzbudzić niepokój w takim miejscu.
            — Czy mógłbym odzyskać moją różdżkę? — profesor zapytał w końcu zwodniczo miłym tonem.
            Hermiona, zaciskając mocno powieki w oczekiwaniu na nadchodzącą niechybnie burzę, podała mu jego własność. Sama sięgnęła do kieszeni i z przerażeniem uświadomiła sobie, że jej różdżka pękła na trzy kawałki. Lumos, które rzucił Snape, tylko pogłębiło żal – było gorzej niż wtedy, gdy szukali horkruksów i jedno z zaklęć trafiło tę należącą do Harry'ego. Wtedy jeszcze można było coś wymyślić, jednak teraz... Jej różdżka nie nadawała się już zupełnie do niczego. Ale nawet to nie było w stanie powstrzymać Snape'a od uświadomienia jej, jak głupie było to, co zrobiła.
            — Teraz, kiedy efekt twojej ewidentnej głupoty już raczej nas nie zabije, wytłumacz mi coś, Granger, dobrze? — Każdy, kto kiedykolwiek miał z nim do czynienia, wiedział, że był to ostatni moment, by uciec, biegnąc ile sił w nogach. Cichy, doszczętnie wyprany z emocji głos u hogwarckiego profesora eliksirów wydawał się o wiele groźniejszy niż krzyk, bo był oznaką zimnej furii, która teraz niczym niszcząca fala ogarniała Snape'a. — Co ty sobie myślałaś?
            — Ja... Przepraszam... — wykrztusiła tylko, nadal nie mogąc otrząsnąć się z szoku.
            — Naprawdę? Ty... Przepraszasz?
            — Tak... Profesorze... Nie miałam pojęcia, że coś takiego może się stać, przysięgam! Chciałam tylko... — przerwała ze świadomością, że mimo wszystko nie może wyjawić mu prawdziwego powodu tego, co zrobiła. — Ja... Nie wiedziałam! — Jej umysł pracował na zwiększonych obrotach, wymyślając choćby w miarę wiarygodną wymówkę dla jej obecności w klasie eliksirów. Mimo to brzmiała niczym przyłapane na gorącym uczynku dziecko. — Zostawiłam pióro na ławce i musiałam po nie wrócić... I to musiało wypaść mi z kieszeni szaty...
            Z każdym jej słowem ciemne brwi nauczyciela unosiły się coraz wyżej, by w końcu niemal zrównać się z linią włosów. Była to jego jedyna reakcja na słowa Hermiony, choć w środku niemalże gotował się z wściekłości. Była jedną z nielicznych osób, które podejrzewałby o odrobinę inteligencji, jak więc mogła zrobić coś tak bardzo w stylu Pottera (z drugiej strony trzeba było przyznać, iż jednak nie wydawało się to aż tak nieprawdopodobne, zważywszy na to, że przebywała z nim i Weasleyem nieprzerwanie od ośmiu lat). Po zastanowieniu doszedł do wniosku, że pomimo wszystko nawet Potter raczej nie zrobiłby czegoś aż tak bezdennie głupiego. Jednakże tym, co tylko dolało oliwy do ognia, był fakt, że jeszcze śmiała łgać mu w żywe oczy!
            — Bądź tak miła i nie kłam.
            — Ja mówię prawdę! — zaparła się i może gdyby nie jego długotrwała działalność jako Śmierciożercy, uwierzyłby jej. No i gdyby wcześniej się nie zdradziła.
            — Granger... — warknął. — Albo powiesz prawdę po dobroci, albo skorzystamy z innych możliwości. A uwierz mi, nie mam zamiaru przebierać w środkach i w tej chwili naprawdę nie obchodzi mnie, czy twoja psychika dozna jakiegokolwiek uszczerbku. ROZUMIESZ, CO DO CIEBIE MÓWIĘ?!
            Hermiona jednak zamiast potulnie wyznać mu całą prawdę – co chciał osiągnąć groźbą – tylko skrzyżowała ramiona na piersiach i spojrzała na niego buntowniczo. A przynajmniej w zamiarze jej spojrzenie miało mieć taki wydźwięk, bo cała sytuacja raczej nie dodawała jej powagi; wyglądała nader żałośnie, szczególnie że w chwili, gdy chciała spiorunować nieznośnego profesora wzrokiem, coś musnęło jej nogę i nieustraszona zazwyczaj dziewczyna podskoczyła z piskiem. Snape musiał użyć wszystkich pokładów swej silnej woli, by nie roześmiać się złośliwie. Udało mu się to jedynie w pewnym stopniu, bo zza mocno zaciśniętych ust wymknęło się ciche parsknięcie, które zamaskował ni to kaszlnięciem, ni chrząknięciem.
            — Dziewczyno... Nie chcesz mnie do tego zmuszać, uwierz — warknął, gdy stało się jasne, że dziewczyna nie ma zamiaru nic powiedzieć. — Granger! — Czyżby jego groźba… ostrzeżenie, poprawił się w myślach, miało okazać się jedynym wyjściem? Co za głupia dziewucha!
            Hermiona tymczasem milczała zacięcie, kalkulując, jakie ma szanse z nim wygrać. Niestety, gdy spojrzała na sytuację trzeźwo, okazywało się, że było one równe okrąglutkiemu, puszystemu zeru, które Mistrz Eliksirów tak często stawiał na pracach swoich uczniów. Z braku innych dostępnych środków (chyba żeby istniały takie, o których nie wiedziała, a takiej możliwości nie wykluczała) mógł użyć jedynie legilimencji i... Imperiusa. W obu pierwszych przypadkach była na przegranej pozycji – choćby dlatego, że nie mogła nawet użyć różdżki, by się bronić, bo ją wcześniej zniszczyła. Ponadto, o oklumencji miała jedynie nikłe pojęcie, ot tyle, co dowiedziała się na piątym roku od Harry'ego. Oczywiście potem jeszcze wiele na ten temat czytała, ale nigdy tego nie praktykowała, nie mając nawet z kim ćwiczyć. Co nie znaczy, że nie chciała... Natomiast Imperius... Tu było tylko gorzej, o ile to w ogóle możliwe. Niemal niemożliwym było mu się oprzeć, a w szczególności temu rzuconemu przez Snape'a, który był najprawdopodobniej jednym z najpotężniejszych (teraz, po śmierci Dumbledore'a i Voldemorta niewykluczone, że najpotężniejszym) czarodziejem nie tylko w Europie, ale i na świecie. Teoretycznie Snape mógł użyć również Veritaserum, lecz Hermiona nie była pewna, czy Snape nosił w kieszeni fiolki z takimi eliksirami – a nawet jeśli, miała niejaką nadzieję, że nie wpadnie na to, by ich użyć.
            — Mówię prawdę. — Dlaczego nadal w to brnęła? Sama do końca nie wiedziała, lecz jedno było pewne: nie mogła pozwolić, by Snape dowiedział się o jej sojuszu z Malfoyem i szpiegowaniu go!
            — Sama tego chciałaś. — W głosie Snape’a zabrzmiało coś na kształt rozczarowania i zarazem ponurej satysfakcji, jednak równie szybko jak się pojawiły, emocje zniknęły, pozostawiając obojętność. Zanim zdążyła choćby mrugnąć, już był obok i chwytał jej brodę
w żelazny uchwyt długich, kościstych palców, by się nie wyrywała. Zmusił ją do patrzenia na siebie i wyszeptał: — Legiliments!
            Hermiona próbowała się wyrwać, lecz wszystkie podjęte przez nią próby kończyły się fiaskiem, a i te szybko ustały, gdy rzucił zaklęcie, przenosząc się do jej umysłu. Wraz z nim podążyła i ona. Snape, nie bawiąc się w delikatność, przerzucał szybko napotykane wspomnienia, szukając tych dotyczących dzisiejszych wydarzeń. Hermiona usilnie próbowała je zablokować, jednak nic to nie dawało, a jedynie wzmacniało ból, który czuła, gdy bezwzględnie penetrował jej umysł. W końcu znalazł to, czego szukał: wspomnienie jej wizyty w klasie eliksirów. Przytrzymał je i obejrzał, patrząc jej oczami na wydarzenia, widząc jak rzuca zaklęcie na drzwi. W tej samej chwili zalała ją jego wściekłość, a ona przypomniała sobie, dlaczego nie lubiła łamać zasad.
            Kara zawsze, ale to zawsze, była bardzo dotkliwa…
            Krzyknęła z bólu, lecz Snape wydawał się tego nawet nie zauważyć, nadal w spokoju – zdążył się już opanować – oglądając wspomnienie. Nie puścił jej nawet wtedy, gdy do pomieszczenia wpadła jego wcześniejsza wersja. Bardzo wyraźnie czuł strach dziewczyny, gdy ukrywała się przed nim i kipiącym kociołkiem. Jednak nie znalazłszy powodów, które kierowały Hermioną, jeszcze dalej zagłębił się w jej umysł.
            — Nie! — wrzasnęła, gdy znalazł się w pobliżu wspomnień, w których rozmawiała z Malfoyem. Zebrała wszystkie siły, gdy próbował uchwycić obraz i odepchnęła go, zrywając kontakt wzrokowy i, tym samym, zaklęcie.
            Rozległ się głośny plusk, gdy Snape odskoczył kilka kroków w tył, potykając się o nierówne dno i padając na plecy w wodę. Gdy wynurzył się na powrót, trzymał przed sobą różdżkę, której koniec nadal świecił mdłym światłem, Hermiona stwierdziła, że o stokroć bardziej wolałaby, żeby wróciła ciemność. Nie musiałaby wtedy widzieć zwierzęcego grymasu na twarzy wściekłego jak nigdy nauczyciela.
            — Pożałujesz tego, Granger — wysyczał i spróbował znów dostać się do jej umysłu, lecz Hermiona przezornie zacisnęła powieki, nie mając zamiaru rezygnować i opuściła głowę najniżej jak umiała. Żywiła tylko malutką iskrę nadziei, że profesor w odpowiednim momencie powstrzyma się i nie rzuci na nią Imperiusa lub czegoś jeszcze gorszego.
            Najwyraźniej bogowie mieli ją w swojej opiece, bo Snape po paru minutach warczenia i wrzeszczenia na nią, co nie odnosiło większych skutków, poddał się. Kiedy nastała cisza, Hermiona uchyliła lekko powieki. Najwyraźniej Mistrz Eliksirów stał odwrócony do niej plecami, a jedynie tak się jej wydawało, bo widziała tylko ciemny zarys jego sylwetki na tle czerni i bladego światła jego różdżki. Ledwo potrafiła odnaleźć kontury jego postaci, mimo że różdżka nauczyciela nadal rzucała jakiś blask.
            — Dowiem się tego prędzej czy później. I nie myśl, że ominie cię dodatkowa kara za kłamstwo... Nienawidzę łgarzy, Granger, zapamiętaj to sobie. — Paradoksalnie mówiła to osoba, która przez prawie dwadzieścia lat służyła dwóm panom, w gruncie rzeczy niemal bez przerwy kłamiąc.
            Snape zaczął powoli iść w stronę, w którą był zwrócony. Hermiona nie odezwała się, ruszając tylko za nim w poszukiwaniu wyjścia. Brnęli przez wodę, milcząc, każde pogrążone we własnych myślach, nie wiedząc nawet, że dotyczą prawie tego samego: kary Hermiony Granger. A ta miała być taka, by dziewczyna zapamiętała ją do końca życia – same szlabany nie wystarczały, tego Snape był pewien jak niczego. Zdecydowanie, szlabany były niewystarczające.


6 komentarzy:

  1. Super masz dziewczyno talent!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny, boski, niesamowity, piękny, epicki, świetny. Dotyczy to wszystkich rozdziałów. Masz naprawdę ogromny talent. Życzę dalszych sukcesów ~ Twoja ℓυмιèяε ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział. Jestem ciekawa, co ten mój Sevcio wymyśli c: Coś związanego z Draco? Mam nadzieję! Czekam na więcej i pozdrawiam,
    Mrs Black

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny. Oj Sev xd Dawaj jak najwięcej Draco w rozdziałach!

    OdpowiedzUsuń
  5. fenomenalne! :3 <3 podoba mi się ten wątek jak szukają wyjścia xD daj jak ich szukają może :D życzę weny! XD chcę daaaalej!!! XD ~ Hermiona Stephenson (Misio ^^)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że jest naprawdę wspaniale. Kocham czytać Twoje opisy, masz bogate słownictwo, nie przynudzasz, a akcja idzie w dobrym tempie. Jest po prostu... wspaniale. Przepraszam, ale nie potrafię teraz nic sensownego napisać. Po prostu tak bardzo mnie zachwyciłaś. *.* Czekam z niecierpliwością na ciag dalszy. I standardowo życzę obfitej weny!
    Pozdrawiam. >.<

    OdpowiedzUsuń